2016.


Minęło kolejne trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Jak co roku siedzę z ukochanym u boku, z kotem po drugiej stronie, z choinką po trzeciej. Jak co roku robię kolejne podsumowanie. Jednak z jedną małą różnicą. Dziś zamykam miniony rok z uśmiechem.

Jego początki nie były dla mnie łatwe. Musiałam uporać się z wieloma rzeczami, z wieloma wewnętrznymi potworami. Moja kilkuletnia walka o Szwecję zepchnęła na drugi plan wszystko, co kocham. Kiedy w końcu udało się zaprowadzić harmonię i odnaleźć swoje miejsce, musiałam na nowo zawalczyć o siebie. Szwecja zmieniła we mnie wiele rzeczy, jedną z nich było postrzeganie rzeczywistości jako tak, ale i również tej w głowie, tej którą koloruję kadrami.
Tym oto sposobem pierwsze miesiące roku były przepłakane. Po kilku latach porządnej przerwy nie potrafiłam zrobić najprostszego portretu. Miałam poczucie, że cofnęłam się o te kilka lat i czułam okrutną bezsilność. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że gotuje się we mnie jedna z największych rewolucji. Powoli dojrzewałam do nowej siebie.


Nie było jednak czasu na użalanie się nad sobą. Fotograficznie skupiłam swoje działania na chwytaniu swojej codzienności, co pozwoliło mi otworzyć się na nowo na tematy, których od zawsze unikałam jak ognia, czyli wszystko co nie było związane z fotografowaniem człowieka. Bardzo dobrze mi to zrobiło (więcej codzienności na insta @moosiatko).

Czas ten upływał także na przygotowaniach do najważniejszego maju w naszym życiu, gdzie to z lubym z radością nałożyliśmy obrączki na nasze palce. Jeden z najwspanialszych dni w życiu, pełen najbliższych nam osób, a także miłości i wewnętrznego spokoju.


Spełniliśmy także kilka swoich głęboko skrywanych marzeń! Jednym z nich była podróż dookoła Islandii, którą do dziś wspominam z rozrzewnieniem. Mogliśmy nabrać tam głębokiego oddechu i przygotować się na kolejne z najważniejszych. Oczywiście mowa o przygotowaniach do książki, którą żyję od samego końca wakacji. 

Miód Podrożał zajął już resztę mojego roku i jest najważniejszym projektem w moim życiu. Nie tylko dlatego, że czekałam na jego realizację przeszło siedem lat. Pomógł w końcu uwolnić na nowo wszystko, co we mnie siedziało. W trakcie sesji do książki, końcu zobaczyłam siebie w swoich kadrach, zobaczyłam prawdziwe ciepło mojego wnętrza, odrodziłam się trochę na nowo.
Miód pociągnął za sobą również masę zdarzeń, o których nawet nie śmiałam myśleć przy wydawaniu książki. Więcej o tym jednak w okolicach lutego, kiedy to przyjdzie nam podsumować cały projekt (:


Muszę przyznać, że przewracam tę kartę kalendarza ze szczerym uśmiechem. Nie dlatego, że tak bardzo chcę już zacząć wszystko "od nowa", ale dlatego, że w końcu po tylu latach cały rok wydaje mi się szalenie udany, pełen spełnionych celów, pełen nowych dróg, pełen prawdziwej harmonii. Także bardzo dużo swojego czasu poświęciłam w tym roku innym, co jest miłym powrotem do mnie, takiej sprzed kilku lat. Otrzymałam w zamian dużo ciepła, które pozwalało przeżyć te słabsze chwile.

Podsumowanie zazwyczaj pociąga za sobą wysnute plany, założenia, bądź postanowienia, które będą trzymać w dobrym duchu przez pierwszych kilka miesięcy, tylko po to, aby za chwilę o nich zapomnieć. Od kilku lat nie robię już postanowień, z jednego prostego powodu. Najważniejsze zmiany, te, które rzeczywiście chcemy wprowadzić w swoje życie, nie potrzebują wielkich dat, przełomowych, symbolicznych kółek w kalendarzu pobudzających w nas presję i pocenie rąk lub podniecenie na myśl, że to już zaraz. Jeśli czegoś mocno pragniemy, po prostu to robimy. Wprowadzenie takiej taktyki do swojej codzienności pozwala mocniej ją przeżyć, nie planować zbyt wiele, gdyż codzienność lubi zaskakiwać.


Na nadchodzący rok życzę Wam na nowo więcej wiary w siebie i swoje marzenia, a także, powtarzając się trochę z życzeń świątecznych, więcej radości z obecności najbliższych. Bądźmy bardziej dla innych, a nigdy nie odczujemy samotnego wieczoru. Drugi człowiek, jak nic w świecie, jest lekarstwem na wszystko co w nas złe i niepożądane. Przy odrobinie ciepła.

Dziękuję Wam za ten rok. Za Waszą obecność, każde słowo, każdą wiadomość, każdy rodzaj uwagi. Sprawiliście, że na nowo, coraz mocniej, wierzę nie tylko w siebie, ale także w innych ludzi. Najmocniej jednak dziękuję tym, którzy chcą być obecni w moim życiu. To dzięki Wam jutro nie jest takie straszne, a serce wystukuje tylko wesołe melodie. Dziękuję.

St. Lucia


Przyjeżdżając do Szwecji przyciągnęłam za sobą kilka swoich potworów. Tych, którym zdarzało się głośniej krzyczeć przy naciskaniu spustu migawki, podczas naszych zajawkowych sesji. Zmiana otoczenia, zmiana mojego środka, porządki w głowie i sercu naturalnie zmusiły je do milczenia, co zaowocowało przez te wszystkie lata podkręceniem w sobie miłości do focenia pocztówek (taka moja niedbała nazwa fotografii krajobrazowej), codzienności, wszystkich małych radości, którymi się otaczałam. Potrzebowałam kilku lat w Szwecji, by w końcu w tym roku zacząć przelewać na nowo miłość w kadry, które kocham. Myślałam, że miodowy projekt będzie ostatnim, który w tym roku stworzymy. Na szczęście się myliłam (:

Pozwoliłam ostatnio pobiegać swoim potworom. Z ideą tej sesji nosiłam się od kilku lat, dokładnie od momentu kiedy drugi raz moje kopyta stanęły na szwedzkiej ziemi, przemierzając niecierpliwie kilometry śniegu, kilometry pięknych widoków, poznając szwedzkie zamakarki i zwyczaje. Jednym z ważniejszych, który w jakiś sposób mnie dotknął, jest zwyczaj celebracji Dnia św. Łucji, który obrazowałam w głowie w swojej hard wersji. Cieszę się, że tyle czasu czekałam na realizację, gdyż nie mógł mi się trafić lepszy team oraz lepsza pora na tę przygodę!

Dziękuję Monice Lużynskiej za najlepsze w świecie ugryzienie tematu, profesjonalne i solidne przygotowanie modelki oraz magię, dzięki której to wszystko powstało. Dziękuję Johannie Jansson za równie profesjonalne podejście do sesji, cierpliwość oraz entuzjazm, jest jedną z najcudowniejszych modelek, z którymi przyszło mi pracować. Dziękuję naszym chłopakom za wsparcie, dzięki któremu wyszliśmy z najmniejszych opresji, które mogłyby się przyczynić do nie powstania poniższych kadrów.
Ten rok jest najcudowniejszy dla mnie. Będzie co podsumowywać! <3


When I came to Sweden I brought a few monsters with me - those who happened to shout louder when I pressed the shutter button during our photo sessions. Changing my environment, changing my inside, cleaning my head and the heart naturally forced them to silence, which resulted in all these years overclocking the love of shooting postcards (this is my careless name of landscape photography), daily life, all the little joys that I was surrounded by. I needed several years in Sweden, to begin to splash out on a new love in the shots, which I love. I thought that the Miód Podrożał will be the last project, which we create this year. Fortunately, I was wrong!(:

I let my monsters run free. A few years of thinking about the idea for this session, right from the moment when, for the second time, my hooves stood on Swedish ground, impatiently walking kilometres of snow and kilometres of beautiful views, learning Swedish corners and customs. One of the most important, that in some way touched me, is a celebration of St. Lucia, which I pictured in my head in hard version. I'm glad that I waited so long, because there couldn't be a better team and a better time for this adventure!

Huge thanks to Monika Lużynska for professional and solid prepare our model for the session. Huge thanks to Johanna Jansson for her equally professional approach to the session, patience and enthusiasm, she is one of the most wonderful models with whom I came to work. Thanks also to our guys for their support.
 
This year is the most wonderful for me <3