Around Iceland in 7 days. (part 3)


7 dni, 2940 przejechanych kilometrów, przeszło 40 odwiedzonych miejsc.

Islandia charakteryzuje się niezwykłą różnorodnością, każdy przejechany kilometr potrafi być zaskakujący i niezwykle imponujący. Przyznam, że jechałam w to miejsce z nastawieniem na kompletną dzikość i odosobnienie. Dałam nabrać się na masę cudownych, oglądanych miesiącami zdjęć w internecie, gdzie ten kraj tętnił świeżością, kompletnym odizolowaniem od świata, ludzi. Wstyd mi trochę, gdyż sama jestem fotografem i zdarza mi się kreować rzeczywistość w sposób, w jaki chcę ją widzieć. Jest to wyspa wciąż niezwykle imponująca, wciąż niesamowicie dzika i nieokrzesana, jednak już nie taka samotna. Od kilku lat jest to jeden z popularniejszych kierunków turystycznych, wokół Rejkjawiku można zderzyć się z setkami turystów kłębiących się wokół największych atrakcji, zwanych Golden Circle. Jednak im dalej w głąb wyspy, tym ludzi nieco mniej, choć wciąż nie było na całej trasie ani jednego miejsca, gdzie byliśmy kompletnie sami. Nawet najmniejsze, najbardziej skryte atrakcje były oblegane. Cóż... chyba spóźniliśmy się z tą podróżą o dobrych kilka lat, gdzie można było jeszcze poczuć się tam jak jedyna istota na Ziemi.
Dlatego niech Was nie zwiedzie wiele ujęć zamieszczonych poniżej. Możecie być pewni, że poza wieloma kadrami, za moimi plecami, niczym mrówki, przewijały się setki szalonych ludzi :D


7 days, 2,940 driven kilometers and over 40 visited places. 

Iceland is characterized by an extraordinary diversity; each kilometer can be surprising and very impressive. I admit that I was going to this place with a focus on complete wildness and remoteness. The mass of miraculous pictures, which I saw for months in advance on the web, showed me an island full of freshness and complete isolation from the world and people, and it tricked me. A little shame on me, because I'm a photographer and I happen to create reality in the way that I want to see it as well. This island is still extremely impressive, still incredibly wild and uncouth, but no longer so lonely. For several years, this has been one of the most popular tourist destinations. Around Reykjavik alone, you can collide with hundreds of tourists swirling around the biggest attraction called the Golden Circle. However, the further out we explored the island, there fewer people we met, but still the entire route didn’t have a single place where we were completely alone. Even the smallest, most hidden attractions were crowded. Well... I think we are a few years late with this trip, when you could still feel like the only being on Earth. 

Therefore, don’t let me deceive you with the many photographs below. You can be sure that on a lot of shots, right behind my back, like ants, strolled hundreds of crazy people: D







Dzień 5 / Day 5

Cały poranek nie mogliśmy się doczekać wyprawy do małej wioski Hauganes na oglądanie wielorybów. Zajeżdżając na miejsce okazało się, że mgła jest tak ciężka i rozległa, że nie ma sensu wypływać, byłaby to po prostu strata pieniędzy. Zasmuceni razem z dwoma autobusami pełnymi turystów również  mających wypływać w tej rejs, wyruszyliśmy w dalszą podróż.

The whole morning we looked forward to the trip to a small village Hauganes for whale watching. Driving up to the place, it turned out that the fog was so heavy and widespread that it made no sense to go on the boat at that time; it would just be a waste of money. Saddened with two buses full of tourists which also aimed to emerge in this cruise, we set out in the further travel.



Dojechaliśmy do kolejnego przesłodkiego rybackiego miasteczka, Siglufjörður, mieszczącego się pomiędzy baśniowymi górami fiordu. Ze względu na, jak się okazało, szybką zmianę planów spędziliśmy tam dużo mniej czasu niż zakładaliśmy, przez co nie zdążyłam zrobić więcej zdjęć. Ale możecie mi wierzyć, było to jedno z najbardziej kolorowych miasteczek na Islandii.
No i w końcu posmakowaliśmy islandzkiego przysmaku, na który co rusz trafialiśmy w sklepach - suszonej ryby. Choć początkowo smak i jego konsystencja wydają się dziwne, po przeżuciu kilku kawałków zaczyna się to lubić. Dziewięćdziesiąt procent protein, samo zdrówko!


We drove to the next sweet fishing town, Siglufjörður, located between the fairy mountain fjords. Because, as it turned out, a quick change of plans we spent a lot less time than expected, so I could not take more pictures. But believe me, it was one of the most colorful towns in Iceland. And finally we tasted Icelandic delicacy, which we often encountered in shops - dried fish! Although at first the taste and consistency seem strange, after chewing a few pieces I started to like it. Ninety percent of protein, very healthy!




Na rzeczoną wyżej zmianę planów wpłynęło szybkie rozpogodzenie na niebie. Postanowiliśmy wrócić cały kawałek do Hauganes na oglądanie wielorybów. Załapaliśmy się na kolejne wypłynięcie, a co najlepsze, tym razem byliśmy tylko my i jeszcze jedna para. Absolutnie kameralna przygoda!
Whale Watching Hauganes, bo to z nimi wypływaliśmy, ma jak dotąd ok 100% skuteczności, jeśli chodzi o "łapanie" wielorybów. Profesjonalne namierzyli bestie i już po chwili od wypłynięcia, całkiem niedaleko od brzegu, mogliśmy oglądać taniec dwóch wielorybów spożywających posiłek w okolicy. Około czterdzieści minut mogliśmy wpatrywać się jak lawirują w okolicy naszego kutra. Niewiarygodne uczucie, być tak blisko tych stworzeń.


The interrupted plans was as said above, was influenced by the fog that fastly took its way and made the sky clear again. We decided to return to Hauganes for whale watching. We grabbed another flow of hope, and best of all, this time where were only us and another couple on the boat. Absolutely intimate adventure! Whale Watching Hauganes, because it is with them we are sailing out, has so far around 100% efficiency when it comes to "catching" whales by eye. Professional tracked creatures, and after a moment of departure, not far from the coast we could watch the dance of two whales eating a meal in the area. About forty minutes we stared as they juggle around our boat. It was an unbelievable feeling to be so close to these creatures.



Na kutrze można było również spróbować swoich sił w wędkowaniu. Nie jestem fanką tej czynności i choć ciekawym doświadczeniem było, dosłownie w sekundzie po zarzuceniu wędki, złapanie dorodnego dorsza, nie byłam tym faktem szczególnie zachwycona. Zbyt wrażliwa na to jestem.
Po małym wędkowaniu mogliśmy na powrót zobaczyć zachwycający widok skaczącego jednego z wielorybów. Wydawałaby się, radosna zabawa po skończonym posiłku, zapierała dech. Trochę żałuję, że robił to tak daleko od nas, jednak widok wciąż był imponujący.

On the cutter could also try your hand at fishing. I'm not a fan of this action, and although it was an interesting experience, literally, the second of a cast fishing rods, catch shapely cod, I was not particularly thrilled by this fact. I'm too sensitive. After some fishing we could return to see the amazing view of one of the whales jumping. Would seem, joyful fun after the end of the meal, it was breathtaking. A little regret that he was doing so far from us, but the view was still impressive. 



Po tych zjawiskowych doświadczeniach miło było ostudzić emocje podczas krótkiego rejsu powrotnego oraz wstąpić do miejscowego Baccalá Bar na najpyszniejszą zupę rybną na świecie.

After the phenomenal experience it was nice to cool off from all the emotions during a short trip and return to join the local Baccalà Bar for the most delicious fish soup in the world.
 


Kolejna droga prowadziła nas do basenu Grettislaug, w poszukiwaniu ciepła. Nieskończone wzgórza pełne beztroskich owiec i koni cieszyły oczy przez całą drogę. Po dotarciu na miejsce, ze względu również na bardzo zimny i nieprzyjemny okoliczny wiatr, który odbierał ochotę na rozbieranie kurtki, a co dopiero zdecydowanie się na kąpiel, ruszyliśmy dalej.

The next road led us to the pool Grettislaug. Endless hills full of carefree sheep and horses enjoyed my eyes all the way. After reaching the place, because it was very cold and unpleasant surrounding wind that took away the mood for undressing jacket, let alone to swim, so we went further.


Pozwoliliśmy sobie nieco przedłużyć trasę i przejechać się drogą numer 745, absolutnym pustkowiem i pierwszym miejscem, gdzie czuliśmy się na Islandii kompletnie sami, nie licząc mijanych owiec. Ciężka mgła, strome urwiska, w tym wszystkim domki mieszkalne oddalone od siebie kilometrami. Widok niebywały, bardzo przejmujący i chwilami przerażający, depresyjny. Coś co niesamowicie lubię!

We allowed ourselves a little extend route and drive the road number 745, the absolute desolation and the first place where we felt completely alone in Iceland, not counting the passing sheep. Feeling the heavy fog, steep cliffs, including all living houses away from each other for miles and incredible view, very moving and at times frightening, depressing. Something that I like extremely much!




Docelowo wybraliśmy kolejny nocleg na campingu w przemiłej miejscowości Skagaströnd. Był to najlepiej zorganizowany i najczystszy camping, który odwiedziliśmy. Choć dużego doświadczenia w tej kwestii nie mieliśmy, podobną opinię słyszeliśmy od pozostałych podróżnych zatrzymujących się w tym miejscu. Rzeczywiście cała miejscowość była bardzo urokliwa, a jej mieszkańcy przesympatyczni.

Ultimately, we chose another night camping in delightful village of Skagaströnd. It was the most organized and cleanest camping that we visited. Although we do not have much experience in this issue, we have heard similar opinion from other travelers staying here. Indeed, the whole town was very charming, and its friendly inhabitants.


Dzień 6 / Day 6


Tego dnia skierowaliśmy się na półwysep Snaefellsnes, który bywa określany Islandią w pigułce dzięki przewijającym się przez niego, typowym dla tego kraju krajobrazom. Zanim jednak tam dotarliśmy, postanowiliśmy zboczyć z trasy i zahaczyć o Hvítserkur. Ta samotnie stojąca, 15 metrowa skała tworzyła się na przestrzeni milionów lat, oczywiście w wyniku działalności wulkanicznej. Jednak Islandczycy, jak i cała Skandynawia, kochają historie o trollach, zatem i ta skała owiana jest tajemniczą legendą o skamieniałym trollu ;)

That day we headed for Snaefellsnes peninsula, which is sometimes termed little Iceland at a glance thanks to scrolling through it, typical for this country landscapes. But before we got there, we decided to detour and hook the Hvitserkur. This alone standing, 15 meter high rock has been formed over millions of years, obviously as a result of volcanic activity. But Icelanders, as the whole Scandinavia, love stories about trolls, and therefore the rock is shrouded in a mysterious legend of the petrified troll  ;)




W dalszej podróży ominęliśmy Hvammstangi, którą pierwotnie chcieliśmy zaliczyć, zatrzymaliśmy się jednak w kolejnej rybackiej miejscowości Ólafsvík, tam z kolei w restauracji Hraun na naprawdę świetnym obiedzie z owocami morza.

Po drodze można spotkać pola zastygłych skał lawowych, ozdabiających całą szerokość zasięgu wzroku. A wśród nich dumnie stoi wygasły już wulkan Saxhóll, który swoją ostatnią erupcję przeżył blisko 3-4 tysiące lat temu. Po krótkim spacerze na jego 118 metrowe wzgórze otrzymujemy bajeczny widok na okolicę.

Continuing on the journey we missed Hvammstangi, which we originally wanted to pass, but stopped in the next fishing village Ólafsvík, where we turned in and visited the restaurant Hraun for a really great seafood dinner.

Along the way you can meet field of frozen lava rocks, decorating the entire width of sight. Among them stands proudly extinct volcano Saxhóll that had its last eruption almost 3-4 thousand years ago. After a short walk on his 118-meter hill we had a fabulous view of the countryside.


Jedną z najpiękniejszych, ale i powodujących drobne ciarki, atrakcji na półwyspie jest Djupalonssandur, kolejna czarna plaża. Ścieżka prowadząca do niej potrafi wprawić w iście tolkienowski klimat, a czarne, ukształtowane przez wodę kamienie są uznawane przez Islandczyków za szczęśliwe. Na ostatnim campingu spotkaliśmy islandzkiego dentystę, który hobbystycznie obrabiał pozbierane z tej plaży kamienie, tworząc z nich amulety pokryte symbolami, w które niezwykle wierzą. Także wielu turystów zabiera ze sobą kamienie z plaży, żeby przyniosły im szczęście. Przyznam, że i w mojej kieszeni znalazło się ich kilka ;)

One of the most beautiful, but causing little shivers, attractions on the peninsula is Djupalonssandur, another black beach. The path leading to it can fit in a truly Tolkien atmosphere, and the black stones shaped by water are regarded by Icelanders as luck. At the last campground we met an Icelandic dentist who had the hobby to pluck stones from the beach, making them nto amulets covered with symbols, in which they extremely believe. Also, many tourists take with them stones from the beach, to give them luck. I admit that in my pocket there were several of them ;)
 




Około 70 lat temu w tym miejscu rozbił się tragicznie brytyjski traveler Epine GY7. Z dziewiętnastoosobowej załogi przeżyło zaledwie pięć osób. Szczątki tego statku dzika woda kryje w sobie do dziś, a na tablicy upamiętniającej ten wypadek widnieje prośba, aby pozostawić wrak w spokoju.
Niegdyś to miejsce oraz leżący w bliskim sąsiedztwie zatoka i osada rybacka Dritvik świetnie prosperowało pod względem rybołówstwa. Na plaży leżą cztery legendarne kamienie o wadze od 23 do 154 kilogramów, które służyły do sprawdzania siły aspirujących marynarzy. Żeby nim się stać, trzeba było podnieść kamień o wadze co najmniej 54kg. Dziś przekształciło się to w współzawodnictwo pomiędzy turystami, którzy chętnie próbują swoich sił.

About 70 years ago, in this place the British traveler Epine GY7 tragically crashed. From the nineteenth person crew only five people survived. The remains of the ship's wild water hide until today, and a plaque commemorating this accident appears asking to leave the wreck alone. 
Once at the place and lying in vicinity bay and fishing village Dritvik, there was great prospered in terms of fishing. On the beach are four legendary stones weighing from 23 to 154 kg, which were used for checking the strength of aspiring sailors. That it happened, they had to pick up a stone weighing at least 54kg. Today, this became in competition among tourists who are willing to try their hand.




Kilka kroków od plaży półwysep oferuje nam kolejną, niezwykłą atrakcję, mającą 8000 lat jaskinię lawową Vatnshellir. Długa na 200metrów, schodząca 35 metrów w głąb ziemi, zainspirowała Juliusza Verne do napisania swojej powieści "Powrót do wnętrza Ziemi". Została otwarta dla zwiedzających jakieś pięć lat temu, wejście jest możliwe tylko z przewodnikiem (całe szczęście), który wyposaża nas w odpowiednie kaski oraz latarki.
Trudno opisać uczucie spacerowania po chłodnych, nierównych korytarzach wyżłobionych niegdyś przez szalejącą lawę. Zostawiła ona unikalne formacje posągów lawowych oraz nieskończoną, ogłupiającą ciszę przerywaną tylko stukającymi kroplami wody, ściekającymi ze ścian. Zamknięcie oczu w takim miejscu, do którego nie dochodzi najmniejszy strumień światła oraz najdrobniejszy odgłos z zewnątrz jest niebywałym przeżyciem. Zwłaszcza kiedy zostaje się uświadomionym, że cała Islandia jest pokryta masą takich korytarzy, jednak znana i odkryta jest tylko ich niewielka część. Najczęściej dowiadują się o ich istnieniu gospodarze, którym w magiczny sposób znikają owce, wpadające pośród nieskończonych połaci ziemi do takiej jaskini. Odrobinę przerażająca wiedza.



A few steps from the beach Peninsula offers us another, unique attraction, having 8,000 years lava cave Vatnshellir. 200 meters long, going down 35 meters into the ground, inspired Jules Verne to write his novel 'Journey to the Center of the Earth'. It was opened to the public about five years ago; the entrance is only possible with a guide (fortunately), who equipped us with appropriate helmets and flashlights. 
It's hard to describe the feeling of walking through a cold, uneven hallways carved by once-raging lava. Had left it unique lava formations statues and endless, stupefying silence interrupted only by falling down drops of water dripping from the walls. Closing the eyes in a place where there is no beam of light smallest and slightest noise from outside is unbelievable experience. Especially when one becomes conscious that the whole of Iceland is covered with a mass of corridors, but only a small part of them are known and. Most often people learn of their existence, where sheep magically dissapears, coming in the midst of endless tracts of land to the cave. Knowledge that is a little bit frightening knowing about…
 

Pod koniec tego pięknego dnia nie mogło nas oczywiście zabraknąć na plaży Ytri Tunga, gdzie można spotkać żyjące tam foki. Foki były, było ich całkiem sporo, aczkolwiek żadna nie cieszyła się na nasz widok na tyle, aby wyjść z wody na małą sesję. Ich maximum było ciekawskie wyglądanie z wody, co było również nadzwyczaj urocze. 
Dzień zakończyliśmy powrotem do Akranes, do hostelu Apotek

At the end of this beautiful day we couldn't miss, of course, the beach Ytri Tunga, where you can meet seals living on it. There were quite a lot o them, but none enjoyed our view enough to get out of the water for a small photo session. Their maximum was curious to look out of the water, which was also extremely charming. 

The day ended back to Akranes, the hostel Apotek.



Dzień 7 / Day 7


Ostatni dzień był zdecydowanie leniwy. Ochoczo powróciliśmy na farmę pomidorów Friðheimar na obiad. Po drodze myśleliśmy także o wstąpieniu do gorących źródeł Laugarvatn Fontana, jednak zniechęciły nas szalone kłęby małych irytujących much, które przewijały się po całym terenie, w tym nad basenami, które również okazały się zaskakująco małe, cena za wstęp nieadekwatnie duża, no i świecące pustkami, co również o czymś świadczy, zwłaszcza że miejsce znajduje się bardzo blisko Rejkjawiku.

The last day was decidedly lazy. Happily we returned to the tomato farm Friðheimar for lunch. Along the way we thought also to join the hot springs Laugarvatn Fontana, however, we got discouraged by crazy clouds of small, annoying flies that scrolled up the entire area, including the swimming pools. The pools turned out to be surprisingly small, and the price for admission inappropriately high and of glowing empty, which also means something, especially since the place is considerably close to Reykjavik.




W końcu ostatnie chwile poświęciliśmy na spacer po Rejkjawiku. Urocza stolica z przemiłymi zakamarkami, całorocznymi sklepikami bożonarodzeniowymi, uroczymi budynkami. Gdyby nie fakt, że przed samym wyjazdem zaliczyliśmy mandat za parkowanie, opuścilibyśmy to miejsce z nieco większymi uśmiechami :)

At the end of the last moments we spent for a walk through Reykjavik. The charming capital of nice nooks and crannies, all year round with Christmas shops in lovely buildings. If not for the fact that before we left we got a parking ticket, we would leave the place with a little bigger smiles :)
 

 

Na koniec kilka słów odnośnie najważniejszego suweniru z Islandii, czyli lopapeysa - owczego sweterka. Niestety do Rejkjawiku zjechaliśmy dopiero w poniedziałek, co sprawiło, że niedzielny, największy second hand z islandzkimi sweteraskami minął nam koło nosa, tym samym szansa za zdobycie go w niskiej cenie zmalała. Po drodze przeglądałam różne miejsca z owczymi sweterkami, ostatecznie postanowiłam zakupić go w Rejkawiku, gdyż zakupy przy osławionym gejzerze, na końcu samego świata, nie będą należeć do najtańszych. Wyczytałam w necie, może trochę rychło w czas, że można również za pomocą portali społecznościowych wyszukać bezpośrednio lokalnych dziergaczy sweterków, którzy zrobią taki na zamówienie, z wymiarami i wzorem jaki nam się marzy. Świetna opcja na wsparcie bezpośrednio lokalnych twórców, choć, według doświadczeń kupujących w ten sposób, istnieje ogromne ryzyko, że przez długi czas sweterek będzie pachniał owcą w nieprzyjemny sposób. Mogą korzystać w końcu z nieobrobionej do końca wełny.
Nie mniej za późno już było na takie rozważania, zatem podczas spaceru zaglądałam do różnych sklepów. Jakościowo sweterki wyglądały bardzo różnie i wiele sklepów opuszczałam bardzo szybko. Z napotkanych mogę wyróżnić jeden ze sławniejszych w Islandii, rzeczywiście stylowy, ale równie drogi Geysir. Zakochałam się w ich ciuchach, modelkach i kampanii z pięknymi, surowymi portretami, jednak w cenach już trudno było się zakochać ;)  Cena za sweterek potrafiła przekroczyć 30 000ISK.
 Kolejnym popularnym sklepem jest Handknitting Association. Tu cena już była bardziej przystępna niż w Geysir, pośredniczą w sprzedaży ubrań stworzonych przez lokalnych dziergaczy, wahała się od ok. 20 000ISK do nawet 30 000ISK. 
Ostatecznie wygrał malutki, niepozorny sklepik Thorvaldsensfélagið , w którym swój sweterek z wymarzonym wzorem i kolorem, dorwałam za 17 000ISK. Cena może wciąż nie najniższa, ale jakość wykonania, ciepło, które czuć przy samym dotyku sweterka, są tego warte. Na metce również mogłam znaleźć nazwisko osoby, która go stworzyła. 


Finally, a few words about the most important souvenir from Iceland, which is lopapeysa - sweater with sheep's wool. Unfortunately we returned to Reykjavik on Monday, which meant that Sunday, the largest second hand with Icelandic sweaters we passed near the nose, the same chance for getting it at a low price was near to none. On the way was looking at different places with sheep wool sweaters, finally I decided to buy it in Reykavik, because shopping at the famed geyser, at the end of the world do not belong to the cheapest. I read on the web, maybe a little too late, that you can also use social networking sites to find direct local handmade, people who will do so on request, with the dimensions and model what we dream. Great option for directly support locals, though, the experience of buying this way, there is a huge risk that for a long time sweater will smell of sheep in an unpleasant way. They can use at the end with unprocessed wool. 
No less it was already too late for such considerations, therefore while walking I looked into different stores. Qualitative sweaters looked very different and many shops I left very quickly. With encountered can distinguish one of the more famous in Iceland, really stylish, but also expensive Geysir. Fell in love with their clothes, models and campaigns with beautiful, raw portraits, however, prices is it was difficult fall in love with ;) Price for sweater could exceed 30 000ISK. Another popular shop is Handknitting Association. Here the price was already more affordable than in Geysir, mediate sale of clothing created by locals, ranged from approx. 20 000ISK to as much as 30 000ISK. 

Finally we found a tiny, inconspicuous shop Thorvaldsensfélagið where my sweater with perfect pattern and color, I catch for 17 000ISK. The price may still not the lowest, but the quality, warmth, which feel the same touch sweater, are worth it. On the label also I could find the name of the person who created it..


Na samym początku podróży, w gejzerowym sklepie z pamiątkami, pokusiliśmy się również o kocyk z owczej wełny, który bardzo przydał nam się podczas całej podróży. Wybraliśmy nieco tańszą wersję za ok 12 000ISK, jakościowo jednak wydaje się równie dobry.
Warto wspomnieć, że po tego typu zakupach na Islandii, jeśli przekroczymy 6000ISK, można poprosić sprzedawce o druczek tax free, z którym będziemy mogli na lotnisku przed wylotem odliczyć sobie ok 15% podatku. Warunkiem jest ten właśnie druczek, dowód zakupu oraz zakupiony towar w nienaruszonym stanie, z metką.

At the beginning of the journey, in geyser gift shop, we decided to buy a blanket made of sheep's wool, which was very handy to us throughout the journey. We chose the a little cheaper version for about 12 000ISK, but the quality seems to be as good. It is worth mentioning that after this type of shopping on Iceland, where we cross 6000ISK, you can ask the seller of the shop tax free form, in which we can at the airport before departure to reduce around 15% of the tax. The condition is the form, a proof of purchase and purchased goods intact, with the label.




Cudownie było przy pisaniu tych postów wrócić na nowo do tych miejsc, przeżyć wszystko jeszcze raz. Choć wyspa jest niewielka, kryje w sobie tyle tajemnic, że zachęca do powrotu. Do zaliczenia zostało nam wciąż kilka pominiętych miejsc plus zachodnie fiordy, zatem w planach na pewno jest powrót w to cudowne miejsce. Mam nadzieję, że przyjdzie mi tam się kiedyś wybrać również  z aparatem, niekoniecznie w celach turystycznych, gdyż to niezwykle inspirujący kraj.

Dziękuję i gratuluję przebycia przez te kilometry tekstów i zdjęć!




It was wonderful writing these posts to go back again to those places, to experience everything again. Although the island is small, it hides many secrets that encourage us to return. To pass was to us still missed a few seats plus the western fjords, so definitely plan to return in this wonderful place. I hope that one day I will go there as well with the camera, not necessarily as a tourist, because it is a very inspiring country. 

Thank you and congratulations passing through the kilometers of texts and images!