Bullerbyn. [PL]


Nawet nie śmiałam marzyć, że odwiedzę kiedykolwiek Sevedstorp, osadę nieopodal Vimmerby, gdzie urodziła się i dorastała Astrid Lingren. Choć wioska leży spory kawałek od głównej drogi, przez którą się przeprawialiśmy na prom do Polski, nie żałuję, że poświęciliśmy czas na to aby tam się udać.


Dzieci z Bullerbyn jest książką, która towarzyszyła mi od dzieciństwa. Czytałam ją wielokrotnie, zakorzeniła się we mnie na dobre, co zaowocowało niezwykłą miłością do Skandynawii.  Pierwszą rzeczą, którą postawiłam sobie za cel, kiedy już postanowiłam obrać kierunek na Szwecję oraz zaczęłam uczyć się języka, było przeczytać tę książkę właśnie po szwedzku. Byłam przeszczęśliwa, kiedy udało mi się w końcu przebrnąć przez pierwsze rozdziały i na nowo, po latach, poczuć powiew tych przygód, których zawsze niezwykle im zazdrościłam. 

Sevedstorp, nazwane przez autorkę Bullerbyn, niezwykle inspirowało Astrid. Niesamowicie wzruszyło mnie poczucie tego, co mogła czuć Astrid podczas pisania Dzieci. Sielskość, tajemnice schowane w każdym zakamarku osady, cudowne, zielone okolice, w końcu perfekcyjnie szwedzkie domki marzeń. Jako zagorzała miłośniczka tej książki, poczułam spełnienie przy odhaczaniu kolejnego z moich szwedzkich marzeń. Zdecydowanie warto, będąc w okolicy, poświęcić chwilę, aby przepaść w tej idylli na dobre.




Spenser & Magnus


Na sesję z tą cudowną parą czekałam z niecierpliwością. Mieliśmy w planach zimowe, bardzo szwedzkie kadry, niestety pogoda tak bardzo płatała nam figla, że ostatecznie udało nam się spotkać wiosną. Wiosną, która również nie szczędziła psikusów pogodowych. Jednak w obracaniu niesprzyjających warunków na swoją korzyść mam już co najmniej doktorat, dlatego też wykorzystaliśmy w pełni to, co otrzymaliśmy podczas trzyfazowej sesji. Trzyfazowej, gdyż podzieliliśmy ją na trzy różne miejsca, trzy różne dni oraz ich pory. Pozwoliło nam to w pełni wycisnąć z siebie nawzajem to, co najlepsze.
Dziękuję Spenser i Magnusowi za niezwykłą elastyczność, cierpliwość przy wstawaniu o czwartej rano, znoszeniu deszczu, przemierzaniu kilometrów leśnych szlaków oraz wspinaniu się na coraz to wyższe skały.
Sesja z nimi pozwoliła mi wyzwolić moje szwedzkie "ja", a smakowita mieszanka szwedzkiej, nieskończonej słodyczy, amerykańskiego uroku oraz wielkiej miłości tej pary sprawiła, że z radością w sercu rozpoczęłam tegoroczny sezon z zakochanymi parami!
Jeszcze tylko przeżyję swój własny ślub i jestem Wasza, zwarta i gotowa tworzyć kolejne miłosne historie (:

I've been waiting impatiently to shoot this amazing couple. The plan was winter, really swedish pictures, but weather wasn't kind, so finally we're able to meet in the spring. Spring, which didn't spare weather jokes. However, in turning the unfavorable conditions to your advantage I have at least a PhD, which is why we used a fully what we received during the three phase of the session. Three phase, because we have divided it into three different places, three different days, and their time. This allowed us to fully squeeze the best out of each other.
I apperciate Spenser and Magnus for extraordinary flexibility, patience, getting up at four in the morning, posing in the rain, traversing kilometers of forest trails and climbing on the rocks!
The session with them has allowed me to trigger my Swedish "I", a tasty mix of Swedish, endless sweetness, American charm and wonderful love of this couple made me started this photoseason with joy in my heart!
Now we just have to survive our own wedding and I'm all yours, ready to make another love stories (: